KĄCIK PORAD

"NIE" NAJTRUDNIEJSZE I NAJBARDZIEJ POTRZEBNE SŁOWO Z UST RODZICA

Dzieciom bardzo trudno zaakceptować odmowę, a jako doskonali manipulatorzy, sprytnie potrafią wymóc na nas zgodę.
Co zrobić, by słowo „NIE” zawsze znaczyło dokładnie to, co zakładamy, i po morzu wylanych łez nie zmieniło  się
w „NO DOBRZE”?

TRUDNA ODMOWA

Kochamy nasze dzieci miłością niemożliwą do opisania. Uwielbiamy je całować i przytulać, cieszymy się każdym ich sukcesem, pragniemy robić im niespodzianki, kupować prezenty. W skrócie robimy wszystko, żeby spełnić dziecięce marzenia. Jednak taka postawa może okazać się zgubna, bo czegoś w niej brakuje. Słowa „nie”.        

Przyznajmy przed sobą otwarcie – odmawianie nie należy ani do najłatwiejszych ani do najprzyjemniejszych chwil w naszym życiu, tym bardziej, jeżeli mamy powiedzieć „nie” do dziecka. Często wiąże się to z poczuciem winy po stronie dorosłego
i strumieniem łez po stronie młodego człowieka, może zamienić się w niekończące się negocjacje, a w skrajnych przypadkach nawet w regularną wojnę. Jednak to, że mamy z czymś trudność, nie oznacza wcale, że nie powinniśmy tego robić.

Niby wiemy, że nie wolno wszystkich dziecięcych zachowań aprobować, ani owijać w bawełnę, gdy należałoby po prostu czegoś zabronić. Tylko co z tego, jeśli życie pokazuje, że gdy malec zrobi odpowiednio głośną awanturę w sklepie, to większość rodziców kupi coś ekstra, mimo że czują się z tym faktem niekomfortowo.

Dlaczego asertywność wobec naszych dzieci tak kiepsko nam wychodzi?

RODZIC PRAWDZIWY

Przyczyn nie trzeba daleko szukać, najczęściej jest nią nasza zwykła codzienność. Praca pochłania większość naszego czasu, obowiązki domowe same się nie wykonają, o kondycję nikt za nas nie zadba, a do tego dochodzą sprawy w urzędach czy inne nieprzewidziane i czasochłonne zdarzenia. Przy takim tempie życia czas spędzany z dzieckiem staje się towarem deficytowym. Myślimy, że nie warto ani chwili marnować na kłótnie. Prędzej czy później jednak takie uleganie zacznie pracować na naszą niekorzyść. Relacje z dzieckiem staną się bardzo płytkie i powierzchowne, nie nabiorą nigdy głębi. Nie uda się poznać prawdziwych potrzeb malucha, spełniając wszystkie jego zachcianki.
Z biegiem czasu przestaniemy być rodzicami, a zredukujemy się do roli sponsorów. Jak wybrnąć z takiej pułapki?

Bądźmy szczerzy, to nie działa i w niczym nie pomoże. Nie musimy dzieciom rekompensować finansowo tego, że lubimy swoją pracę, tym bardziej nie możemy czuć się winni, że zarabiamy na życie, bo nie mamy innego wyjścia. Co ważniejsze, te nowe zabawki, tablety, quady – niczego nie zastąpią, a tylko wtłoczą młodego człowieka w ciasne ramy konsumpcjonizmu zalepiającego tylko na krótką chwilkę jego wewnętrzne rany. Zamiast tego, postanówmy sobie, że straty w miłości zrekompensujemy miłością, straty w rozmowach – rozmowami, straty w czasie – czasem. I skończmy z wymówkami. Lepiej zrezygnować z zajęć jogi albo przełożyć mycie podłóg na następny dzień, żeby pograć z dzieckiem w kółko i krzyżyk, naprawdę. Skoro jesteśmy rodzicami, bądźmy nimi prawdziwie – uczestniczmy w życiu dziecka. Na pewno w każdej sytuacji
 (z wykluczeniem chorób, czy innych tego typu kwestii ) można znaleźć na to czas i siły.

RODZIC BEZ SUPER MOCY

Inna przyczyna tkwi w fakcie, że ulegamy idealnemu wizerunkowi rodziny. Wyobrażamy sobie, że nasze kontakty z dzieckiem muszą być cukierkowe i niezmącone problemami. Nie chcemy kłopotów, boimy się ich i wolimy zrezygnować z czegoś dla świętego spokoju. Ale jest coś, czego boimy się jeszcze bardziej – osądu innych, stwierdzenia, że nie radzimy sobie z własnym dzieckiem.

Co jednak, jeśli faktycznie długo nie uda nam się uspokoić dziecka, bo nie kupiliśmy zabawki w sklepie? A jeśli nic? Myślę, że nie ma rodzica, który na każdy problem syna czy córki ma gotowe remedium. Odmówiliśmy sobie prawa do prawdziwości, odrzuciliśmy możliwość odczuwania negatywnych emocji, udajemy, że nie ma frustracji, bezsilności, gniewu czy rozczarowania, a to przecież także jest częścią nas.

Aby zdjąć z siebie ciężar oceny innych wystarczy przyznać, że nasze rodziny nie muszą być perfekcyjne, a relacje z dziećmi wcale nie muszą być bezproblemowe. Powinny być przede wszystkim pełne miłości i prawdziwe, oparte na wzajemnym szacunku, który daje prawo do różnic, do wolności i bycia sobą. Nie musisz być super rodzicem z super mocą, bądź sobą – robiącym wszystko co możesz. Bądź wystarczająco dobrym rodzicem. Nie musimy wstydzić się tego, że drażni nas dane zachowanie dziecka. Jest jak najbardziej w porządku, gdy mówimy dziecku o swoich emocjach w sposób dostosowany do jego możliwości pojmowania. Nie będzie na pewno w porządku wobec nikogo, gdy zaczniemy tłumić nerwy zamiast je nazwać. One kiedyś i tak poszukają sobie ujścia, a wtedy dziecko poczuje się niesprawiedliwie potraktowane albo wyładujemy się na kimś innym.

RODZIC ŚWIADOMY

Przyczyn problemów z asertywnością wobec dzieci może być znacznie więcej i tak naprawdę dotyczą nas – rodziców. To my czujemy się winni, to my chcemy mieć idealną rodzinę, to my boimy się tego co inni powiedzą. Warto przeanalizować swoje własne motywy świadomie, aby móc nad nimi pracować.

Zastanów się w jaki sposób odmawiasz dziecku? Czy w ogóle potrafisz mówić „nie”? Co cię skłania do nadmiernego ulegania? Czy robisz to, aby uśmierzyć własną winę? Czy chcesz uniknąć konfrontacji albo konieczności radzenia sobie ze swoim rozczarowaniem? A może po prostu w ogóle nie potrafisz być asertywny nie tylko wobec swojego dziecka? Cokolwiek by było przyczyną, możesz to dalej tolerować, albo popracować, aby to zmienić. Poświęć wieczór na poszukanie swoich granic, pomyśl co ci przeszkadza, co ci się podoba, a potem ustal z pociechą zmiany i zacznij bycie konsekwentnym od siebie.

DLACZEGO WARTO?

Wytyczając granice, robisz wielką przysługę zarówno sobie jak i swojemu dziecku. Możesz wierzyć albo nie, ale dzieciństwo bez żadnych granic, to dzieciństwo bardzo samotne, przeżyte w chaosie, zdezorientowaniu,
w poczuciu braku bezpieczeństwa i braku miłości.
Dzieci chcą poznawać prawa rządzące światem i relacjami, a także granice dopuszczalnego zachowania. Zasady czynią ich codzienność przejrzystą, zaś zbyt wiele wyborów lub niespójności może wywołać w nich niepokój. Oczywiście zarówno maluchy, jak i starszaki czy nastolatkowie, próbują te przepisy omijać, a granice przesuwać, ale robią to przede wszystkim po to, żeby sprawdzić czy ta granica dalej jest, żeby się dowiedzieć, czy jest na tyle istotna, że ktoś zareaguje. Jeżeli jej nie znajdą, będą szukać dalej.

Naucz swoją pociechę trudnej sztuki asertywności poprzez dobry przykład. Kto inny ma to zrobić, jeśli nie ty? Wyznaczając granice, stajesz się inspiracją dla dziecka do tego, aby ustaliło własne. Pokaż, że można w taki sposób odmawiać, żeby nie urazić nikogo i być w zgodzie z samym sobą. Wyjaśnij, że nikomu nie wolno łamać zasad, że nie są one po to, by ludzi ciemiężyć, ale żeby uporządkować stosunki międzyludzkie.

Warto też pamiętać o tym, że dom jest przygotowaniem do samodzielnego życia i radzenia sobie w społeczeństwie i ze społeczeństwem. Nie wychowuj dziecka w bańce mydlanej, bo ona prędzej czy później pęknie. Nie dawaj mu złudzeń,
że wszystko mu się należy i na wszystkie jego pomysły świat przystanie, bo to nieprawda.
Dla rozwijającego się człowieka lepsze jest oswojenie się z tym, że nie wszystko w życiu mu się należy i będzie spotykał się nie tylko z aprobatą, ale i odmową. Przeżywanie rozczarowań w bezpiecznym środowisku domowym, przy wsparciu kochających rodziców nauczy dziecko, jak sobie radzić w takich trudnych chwilach. Brak podobnych doświadczeń sprawi, że poza domem dziecko będzie bezbronne.

20 PRZYKAZAŃ JANUSZA KORCZAKA DLA RODZICÓW

  1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.
  2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.
  3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.
  4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosłą.
  5. Nie wracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuje się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy
    w cztery oczy.
  6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
  7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechami. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
  8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że chcę cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga!
  9. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuje je, by przyciągnąć twoją uwagę.
  10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
  11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

  12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.
  13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
  14. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę
    w ciebie.
  15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać,
    że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
  16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
  17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej ci się nawet nie śniło.
  18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
  19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się na to udało.
  20. Nie bój się miłości. Nigdy.

Konsekwencja - moje drugie imię.

Konsekwencja – moje drugie imię.
Nie ma dzieci – są ludzie…” Janusz Korczak                          

Będąc rodzicami odpowiadamy za wychowanie naszych pociech. Pragniemy, aby wyrosły na ludzi odpowiedzialnych, silnych, dobrych i uczciwych. Ale czy sami jesteśmy uczciwi i dobrzy wobec naszych dzieci? Dobre wychowanie powinno zawsze dążyć do prawidłowego rozwoju osobowości i charakteru dziecka. Wszelkie działania rodziców i opiekunów dziecka powinny być przemyślane, ale co najważniejsze- powinny być oparte o stałość i konsekwencję.

Nie wystarczy jednak być konsekwentnym wobec dziecka i jego złych zachowań. Przede wszystkim należy zacząć od siebie, rodzic powinien zadać sobie pytanie, „Czy jestem konsekwentny wobec siebie? Czy dotrzymuję danych sobie obietnic?” Pracując nad swoim charakterem i konsekwencją wobec siebie łatwiej nam będzie rozumieć potrzebę stałości i bycia konsekwentnym wobec zachowań dziecka będącego pod naszym bezpośrednim wpływem wychowawczym.

Janusz Korczak powiedział, że „nie ma dzieci- są tylko ludzie”. Ten cytat uświadamia nam, że dziecko ma takie same prawa i obowiązki w pewnych kwestiach, jak dorośli. Uważam, że ponoszenie konsekwencji za swoje działania jest jedną z tych kwestii. Dziecko jest istotą, która nie ma takiej wiedzy o świecie, jak dorosły opiekun. Łatwo ulega chwilowym zachciankom, bywa impulsywne, kieruje się często emocjami. Naszym zadaniem jest postawienie jasnych oraz stałych granic i wymagań, aby kształtować charakter naszej pociechy.  Dziecko powinno wiedzieć, jakie będą naturalne następstwa jego poczynań: jeśli zepsuje zabawkę- nie będzie jej miało.

Żyjąc w ciągłym pędzie, w ciągłym stresie i napięciu rodzice często są nerwowi, zmęczeni i niecierpliwi. Wystarczy wtedy mały zapalnik, aby napięcie rodzica przeszło na inny tor i odbiło się na dziecku, które w zasadzie nie jest źródłem frustracji rodzica. Takie zachowanie dorosłej,  mądrej i odpowiedzialnej osoby jest niedopuszczalne.  Dorosły człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich emocji, dziecko niestety nie. Działając pod wpływem emocji rodzic może ulec pokusie przekroczenia granic w stosunku do stosowania kar wobec dziecka i jego niepożądanych zachowań. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest być spokojnym, cierpliwym i opanowanym po całym dniu pracy, gdy jeszcze w domu czeka na nas wiele obowiązków, a głowę mamy pełną zmartwień i problemów. Jednak pozwalając sobie na emocjonalne wybuchy narażamy siebie na brak autorytetu u dzieci, a także narażamy nasze dzieci na lęk, strach przed naszymi nieprzewidzianymi reakcjami, czy zachowaniami i na życie w ciągłej niepewności.

Konsekwencja w działaniach wychowawczych powinna być poparta przemyślanymi działaniami. Jeśli będziemy konsekwentni w nagradzaniu i karaniu – dziecko ma szansę wypracować prawidłową samoocenę, pozytywne postawy społeczne, samo będzie w przyszłości słowne i uczciwe. Ale czym jest konsekwencja w nagradzaniu i karaniu? Otóż jeśli za to samo przewinienie rodzic jednego dnia surowo ukaże swoją pociechę, mimo, że dzień wcześniej serdecznie śmiał się z tego samego zachowania- dziecko wpadnie w pułapkę niepewności. Nie będzie wiedziało, jakiej reakcji rodzica może się spodziewać, czy zostanie nagrodzone wybuchem radości, czy może wybuchem gniewu. Taka niepewność wzbudza w dziecku brak poczucia stałości, brak poczucia bezpieczeństwa i równowagi. Dlatego ważne jest, aby rodzic sam zastanowił się, co jest dla niego niedopuszczalne i zasługuje na karę, a jakie zachowania będą do zaakceptowania.

Niezwykle istotna jest nagroda, bo jeśli będziemy stosowali wyłącznie kary wobec dziecka- możemy narazić naszą pociechę na niską samoocenę oraz brak wiary we własne możliwości. Najistotniejsza jest stałość w uczuciach. Musimy pamiętać, że nie karzemy dziecka, ale jego złe, niepożądane zachowanie.  Jak to robić? Wyjaśnianie dziecku przyczyny otrzymania kary i poniesienia konsekwencji złego zachowania zaczynajmy od słów pozytywnie określających osobę dziecka: „Kocham cię, ale nie podoba mi się, że…”, „Jesteś wspaniałym dzieckiem, ale nie lubię, kiedy robisz…”. Dziecko otrzymując karę powinno wiedzieć, że jest kochane i akceptowane, a wyłącznie jego działania są nie do przyjęcia przez konsekwentnego rodzica, który jeśli raz powiedział „NIE”, to drugi raz również powie „NIE”.

Jako filary kształtowania osobowości naszych dzieci, musimy być stali, konsekwentni i nieugięci w wytyczaniu mądrych granic nie tylko dzieciom, ale  i sobie. Dzieci obserwują nasze zachowania i na ich podstawie również uczą się postępowania. Jeśli rodzic łamie przepisy drogowe, to czy dziecko nie będzie tego robić? Jeśli nagradzamy dziecko- a zachęcam, aby robić to jak najczęściej wzmacniając pozytywne zachowania, to również wyjaśniajmy za co jest nagradzane, które zachowanie jest akceptowane i doceniane. Jednak pamiętajmy, aby posługiwać się konkretami. Dla dziecka hasło „Byłeś grzeczny” nie wiele mówi. Natomiast stwierdzenia „Nie rozmawiałeś głośno w kościele podczas mszy, nie kręciłeś się i to mi się podoba”, „podzieliłeś się zabawką z młodszym bratem i to jest dobre” itp. są stwierdzeniami konkretnymi, jasnym i pokazującym dziecku, co jest dobre, a co złe.

Stosując mądre konsekwencje w nagradzaniu i karaniu mamy szansę wychować mądrego, odpowiedzialnego, wrażliwego i dobrego człowieka, który być może w przyszłości będzie filarem dla swoich rodziców w jesieni ich życia.

JAK POMÓC DZIECKU PRZEŁAMAĆ NAJWIĘKSZE LĘKI?

Choć zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne jest przezwyciężanie naszych fobii, to obawy malców są przez nas lekceważone. Często zmuszamy dziecko, by stawiło czoła temu, co w naszych oczach jest drobiazgiem, podczas gdy u niego rodzi to ogromny strach.

Lęk definiuje się jako „przykry, intensywnie odczuwany stan złego samopoczucia, wywołany niejasnym wrażeniem niesprecyzowanego i bliskiego zagrożenia, wobec którego człowiek czuje się bezbronny i bezsilny”.

Co to oznacza? Dziecko zaczyna się bać, gdy staje wobec sytuacji dla niego trudnej, gdy nie ma na nią wpływu i gdy burzy ona kruche poczucie jego bezpieczeństwa. Najgorsze, co rodzic może w takiej sytuacji zrobić, to bagatelizować problemy, które w jego odczuciu wydają się błahe.

Lekceważenie na pewno nie przyczyni się do poprawy sytuacji, bo zamiast przywrócić zachwianą równowagę, odbierze ostatnie bastiony bezpieczeństwa. Z drugiej strony nadmierna kontrola rodzicielska, zapobiegliwość czy tkliwość także nie są właściwe, bo mogą dziecko utwierdzać w poczuciu zagrożenia, dostarczając potwierdzenia, że niebezpieczeństwo jest realne („przecież skoro mama się boi, to ja tym bardziej powinienem”). Reakcja rodziców powinna być adekwatna do sytuacji, a także uwzględniająca genezę lęków.

ŁAGODNE ZACHĘCANIE
Jeżeli dostrzegasz, że twoja pociecha częściej się wycofuje niż wychodzi z inicjatywą, do nowości podchodzi ostrożnie, a obcych ludzi wita zza twojej nogi, to prawdopodobnie ma temperament, który będzie sprzyjał wysokiej gotowości lękowej. Najlepszą metodą w takim wypadku byłoby łagodne zachęcanie dziecka do podejmowania aktywności i okazywanie dumy i radości za każdym razem, gdy wyraża choćby chęć jej podejmowania.
Jeżeli maluch boi się dołączyć do grupy rówieśników na placu zabaw, to spróbuj dodać mu odwagi, zapewnieniem o tym, że jest bezpieczne. Zastanów się, czy jest jakiś problem, który nie pozwala malcowi działać i rozwiąż go, np. podpowiedz, jak ma się przywitać. Ważne jest, aby nie wywierać presji, lecz naprawdę z wielkim wyczuciem po prostu zachęcać dziecko do aktywności poprzez uwypuklanie dobrych stron, rozwiązanie problemów, czy początkowe towarzyszenie.

Efekt nie przyjdzie z dnia na dzień, ale po pewnym czasie zauważysz, jak niegdyś zalękniony i nieśmiały smyk staje się odważnym i pewnym siebie odkrywcą.

Bodźce nie są odbierane tak samo. Jedni mają niski a inni wysoki próg pobudzenia neuronalnego. Niski może prowadzić do przestymulowania i strachu przed np. hałasem, zimnem, ciepłą wodą, tłumem. W codziennych sytuacjach, dziecko zatyka uszy przy przejeżdżających ciężarówkach, nie odnajduje się w dużej grupie rówieśniczej, bardzo gwałtownie reaguje na podniesiony głos, zauważasz, że długo czeka na wystygnięcie obiadu, a woda w prysznicu jest dla niego zawsze albo zbyt zimna albo już za gorąca.

Radą na takie problemy mogą być zabawy wspomagające integrację sensoryczną. Ćwiczenia tego typu polegają po prostu na doświadczaniu różnego rodzaju kształtów, dźwięków, faktur, konsystencji czy temperatur. Wiele różnych doświadczeń sensorycznych pozwala właściwie dostrzegać podobieństwa i różnice między bodźcami, a także odpowiednio na nie reagować. W przypadku bardziej uciążliwych problemów, warto skorzystać z terapii integracji sensorycznej.

ZADBAJ O SIEBIE
Dzieci do pewnego momentu postrzegają świat przez pryzmat interpretacji dorosłych. Z tego powodu często strach rodziców (który może być nawet nieuświadamiany) staje się przyczyną lęków u dzieci. Jeżeli boisz się pająków, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że przekażesz ten strach dziecku. Wynika to z faktu, że strach, łatwo przenosi się z osoby na osobę. Najściślej ten związek widać w trakcie ciąży i kilka miesięcy po porodzie, gdy maluszki reagują gwałtownie na przestraszenie matki. Można powiedzieć, że nieświadomie kształtuje ona predyspozycje emocjonalne dziecka, poprzez stany, które sama odczuwa.

Z punktu widzenia przetrwania, jest to dla młodego osobnika kluczowe, żeby nauczyć się bać tego, co grozi dorosłym, ale niestety w dzisiejszych czasach przejmowanie obaw rodziców jest raczej zbędnym ciężarem, niż adaptacją. Jeżeli zauważasz, że twoja pociecha kopiuje od ciebie jakieś obawy, np. związane z rozpoczęciem roku szkolnego, to najpierw popracuj nad tym w samotności. Zatroszcz się siebie, zrelaksuj się, przedstaw obawy w sposób racjonalny. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy ty się uspokoisz, wtedy i twoja latorośl nabierze odwagi.

NIE STRASZ!
Na koniec, absolutnie fundamentalna sprawa. Nigdy, przenigdy dziecka nie strasz. Choćby kusiły cię benefity wychowawcze w postaci unikania strychu przez malca. Okres dzieciństwa i tak jest przepełniony trudnościami z mierzeniem się z niezrozumiałym otoczeniem. Bądź bezpieczną bazą, z której dziecko będzie mogło raźnie odkrywać świat.

„Nie istnieją słowa, które mogłyby opisać mroczne lęki i przeżycia dziecka” – tak pisał Stephen King i myślę, że te słowa powinny nam rodzicom przypominać, że jedną z najgorszych rzeczy, którą możemy zrobić, to bardziej lub mniej świadomie kazać dziecku, aby samotnie musiało się z nimi zmagać.

Jak kochać dziecko?

Każdy z nas kocha swoje dzieci, często mówimy: ja tak je kocham! To dlatego: nie mogę odmówić, … pomogę, …wybaczę, … kupię, … pozwolę na wyjazd, bo tak bardzo prosi, …na kino, …na wyjście do kolegi. Tak często chwalę, że pięknie narysowało, pięknie zrobiło siusiu, pięknie się ubrało, nigdy nie powiem, że coś mi się nie podoba, że może coś zrobić lepiej. Nie powiem, bo dziecku będzie przykro, a ja je tak kocham, niech ma szczęśliwe dzieciństwo!

Można mnożyć przykłady takiego postępowania i tego typu uzasadnień.

Nie mogę odmówić – dziecko mówi: posprzątaj mi w pokoju, kup mi grę komputerową, daj mi pieniądze na dyskotekę, ja chcę całą pomarańcz, inni mają markowe dżinsy, a ja? itd.

W każdym wieku i na każdym poziomie rozwoju dzieci o coś proszą, czegoś chcą, a potem czegoś żądają (nie mają poczucia ani naszych ograniczeń, ani możliwości oraz skutków spełniania wszystkich życzeń).

Co wynika z nadmiernego spełniania żądań?

* Jeżeli dziecko ma spełniane wszystkie prośby i życzenia, to przy odmowie wystąpi rozgoryczenie, często złość, agresja itp., a u dziecka kształtuje się postawa roszczeniowa – ja muszę mieć, mnie się należy . Jednocześnie dziecko, czy młody człowiek nie ma możliwości rozwoju i kształtowania takiego uczucia jak przykrość, że czegoś nie mam, że czegoś mi brakuje – jak taki ktoś może zrozumieć drugiego człowieka, który niewiele ma, albo uczucia ofiary – człowieka, któremu zabrano, wyrwano coś?. Uczymy się przez analogie, to my musimy coś przeżyć, by zrozumieć i brać pod uwagę uczucia drugiego człowieka! To my musimy mieć odpowiednią ilość doświadczeń, aby umieć żyć wśród innych!

Pomogę mu, jeszcze jest takie małe, jeszcze namęczy się dość w życiu:karmię dziecko roczne (mimo, że samo chce próbować jeść), bo malutkie; karmię dwuletnie, bo nie umie jeszcze jeść (a kiedy i jak miało się nauczyć?); karmię trzy, cztero, pięcioletnie, bo się złości, że mu wychodzi gorzej niż rówieśnikom w przedszkolu (i w ogóle do przedszkola nie chce chodzić, bo dzieci śmieją się z niego i dokuczają, że nie potrafi samo zjeść, ubrać się, samodzielnie skorzystać z łazienki itp.).

* Nasza niewłaściwa miłość sprawia, że dziecko czuje się gorsze od innych, jest niesamodzielne, zaczyna kształtować się lęk przed nową sytuacją i powstaje niska samoocena – jestem gorszy. Jeżeli tego typu sytuacja przedłuża się i przenosi na inne dziedziny życia, to dziecko w ogóle nie potrafi nie tylko wykonywać wielu czynności, ale także nie potrafi podjąć samodzielnie decyzji, często nawet nie próbuje!

Ja ją tak kocham, że… każdego dnia „gotuję dla niej najmniej trzy, a często cztery zupki i ona wybiera, którą zje, ona ma taki słaby apetyt. Poje trochę jednej zupki, potem ze trzy łyżeczki drugiej, ze dwie czekoladki, banana….to przecież niedużo, jak dla dwuletniej dziewczynki, prawda?”. Jest to fragment autentycznej rozmowy z matką dziecka, dodać należy, że dziecko nigdy nie je siedząc przy stole ale biega po pokoju, a matka z łyżką za nią (pozostałe zupy wylewane są do zlewu, zupy są miksowane, bo może się przecież zakrztusić ). Dziecko samo decyduje, w co mama je ubierze ( jak ma ochotę na letnie ubrania, a jest zima, to wtedy nie wychodzi się na dwór, a w domu włączane jest dodatkowe ogrzewanie). Matka wielokrotnie powtarza, że zrobi wszystko, co dziecko chce, bo je tak bardzo kocha.

* Jeżeli dziecko nie ma możliwości odczucia głodu, to nie będzie umiało poprosić, jak naprawdę będzie głodne, dziecko nie potrafi gryźć (co będzie, gdy pójdzie do przedszkola i nie poradzi sobie z siedzeniem przy stole, z jedzeniem tylko jednej zupy, a co będzie z brakiem umiejętności gryzienia?). „Ułatwiając” pozornie dziecku życie, matka to życie tak naprawdę utrudnia!

* Jeżeli dziecko nie je różnych potraw, nie siedzi z innymi przy stole, to w jaki sposób nauczy się różnych form zachowania, jak nauczy się form grzecznościowych, jak może odczuć przyjazną rodzinną atmosferę, żarty, rozmowy – jest pozbawione ważnych życiowo doświadczeń typu emocjonalnego. Pozbawiamy je także poczucia przynależności do

rodziny ( inne, starsze dziecko wychowywane w podobny sposób mówiło: chyba mnie nie lubią, nigdy z nimi razem nie jem, zawsze mama mi szykuje najpierw i jak zjem, to wtedy wszyscy jedzą, bo ja mam takie dobre, takie jak lubię, a oni takie jakieś….).

Wzorce wyniesione z tak prowadzonego domu nie ułatwią potem budowy własnego życia i własnej rodziny.

Zawsze je chwalę, nie mówię, że coś jest nie tak….Wiele dzieci tak wychowywanych było pacjentami poradni psychologicznych z powodu niskiej samooceny ( inni to robią lepiej, a ja nie potrafię) lub samooceny nie adekwatnie zawyżonej (ja ładniej potrafię, ale mi się nie chce; ja najlepiej to umiem kolorować, ale te kredki są złe; ja dobrze to umiem, ale kolega mi zawsze przeszkadza itp.).

* Dziecku nadmiernie chwalonemu nie przekazujemy informacji o standardach, wymaganym poziomie prac, czy umiejętności. Czuje się więc gorsze, poniżone, gdy w nowym środowisku nie jest najlepsze, gdy jego rysunki nie wiszą na wystawie, gdy je porównuje z pracami innych dzieci.

* Dziecku nadmiernie chwalonemu „nie podwyższa się poprzeczki”, dziecko poprzestaje na tym poziomie, na którym łatwo funkcjonuje, nie uczy się pokonywania trudności!

Zaczyna ono ich unikać, nie chce chodzić do przedszkola, bo nie umiem rysować, nie chce chodzić do szkoły, bo nie umiem pisać, czytać, liczyć, bo nie umiem dostawać słoneczka w zeszycie itp. Poprzestaje na minimum wysiłku i całe życie jest nieszczęśliwe, nie zna swoich możliwości, wycofuje się z aktywności (brak umiejętności pokonywania trudności wywołuje stałe poczucie lęku, sprzyja więc potrzebie obniżania lęku)

* Dzieci nadmiernie chwalone są bezkrytyczne wobec siebie, mają poczucie, że są lepsze od innych dzieci lub ludzi, mają tendencje do poniżania innych, dokuczania im. Jako osoby dorosłe nie znoszą żadnej krytyki, a osoby krytykujące stają się osobistymi wrogami.

Do świąt mamy jeszcze kilka dni...

W wielu domach już czuć gorączkową atmosferę przygotowań. Jednak czy myślałaś/eś w kontekście świąt o swoim dziecku? Nie tylko o prezencie, natomiast w szerszej perspektywie. Nie? No to zastanówmy się razem:

JAK ZMARNOWAĆ DZIECKU ŚWIĘTA:

  1. Nie miejcie czasu dla dziecka. W każdej wolnej chwili dajcie się pochłonąć przedświątecznym obowiązkom. Sprzątajcie, popędzajcie, róbcie zakupy, gotujcie, pieczcie! Świąteczna atmosfera? Kto by miał na nią czas???
  2. Wciąż powtarzaj: nie przeszkadzaj! To że nie macie czasu dla dziecka ustaliliśmy w punkcie poprzednim. Ale skoro pomóc nie może, to niech chociaż nie przeszkadza! Wspólne przygotowywanie potraw? Pomoc przy sprzątaniu? O nie! Musicie wszystko zrobić samemu, szybko, perfekcyjnie.
  3. Zostań na ten świąteczny czas Panią i Panem Perfekcyjnym! Nieważne że dziecko się rozpłacze, ważne że ta bombka ładniej wygląda tam gdzie Ty chciałaś. Własnoręcznie przygotowane ozdoby choinkowe? Te zrobione w przedszkolu? Upchnij gdzieś z tyłu, żeby nie zaburzały wspaniałych i drogich dekoracji. Pierniki koniecznie ozdabiaj, gdy dziecko zaśnie – mniej sprzątania, a i pierniki ładniejsze.
  4. Doprowadź do tego, że dziecko traktuje święta jak ZABAWKOWY KONCERT ŻYCZEŃ. Przecież na rodzinną i ciepłą atmosferę nie macie czasu. Dlatego jedyne co dziecku zostanie z radości świąt, to właśnie prezenty…
  5. Zmuszaj do śpiewania, tańczenia czy recytowania wierszyków. No powiedz Mikołajowi ten wierszyk, co ostatnio w przedszkolu się uczyliście
  6. No i na koniec: po prostu zapomnij co w świętach jest najważniejsze. Obraź się, że dostałaś nie taki prezent jaki chciałaś. Narzekaj ile to się narobiłaś, a nikt nie docenia. Pamiętaj, aby w miarę możliwości było cicho w domu, bo kiedy, jak nie w Święta w SPOKOJU oglądać TV. I padnijcie na twarz ze zmęczenia o 21, gdy skończycie wigilijne posiedzenie.

Uwierz mi, o takich właśnie świętach marzy Wasze dziecko.